Gdzie kończy się siła, a zaczyna prawda.
Przyznałam się przed sobą. Przyznałam się przed mężem. Wspólnie zadecydowaliśmy – dla mojego dobra jedziemy do Polski. Pojechaliśmy razem. Tydzień – i mąż wraca do pracy. Zostałyśmy same trzy tygodnie. Córeczka i ja. Mama była obok, ale jednak mąż jest tą osobą, z którą jestem codziennie od czterech lat. Trudno. Cicho. Czasem za cicho. Codzienne rozmowy na kamerce, żeby córka „nie zapomniała”. Trzymiesięczne dziecko uśmiechające się do telefonu… Czy wiedziała, że to tata? W końcu zdecydowałam się pójść do psychologa. Usiadłyśmy naprzeciwko siebie, a ja… wylałam wszystko z siebie. Wszystkie myśli, wszystkie strachy, wszystkie poczucie winy i chaos w głowie. To była pierwsza chwila, kiedy naprawdę przyznałam przed kimś, że nie radzę sobie sama . I choć było ciężko, poczułam, że robię krok w stronę siebie. Postanowiłam walczyć o siebie, o spokój w głowie, o możliwość cieszenia się chwilami z córką, zamiast tonąć w ciągłym napięciu....