Porządki w życiu – małe zwycięstwa (Vinted)
Cześć!
To moje miejsce, mój pamiętnik, mój kawałek przestrzeni.
Życie z córką, mężem, codziennymi drobnostkami, wyzwaniami i małymi zwycięstwami.
Nie będzie perfekcji.
Będzie prawda.
Taka, jaką czuję i przeżywam.
Mieszkam za granicą, z dala od rodziny czy bliskich.
Pomiędzy jednym krajem a drugim – tutaj taniej żyć, tutaj lepiej pracować. Dramat.
Prysznic po raz pierwszy
Leżę w łóżku. Późny wieczór.
Czuję ciężar dnia (i córki – kawał dziecka!) na plecach, w głowie, w ramionach.
Dziś pierwszy raz od jej narodzin wzięłam prysznic sama w domu.
Ona leżała w jeździdle – Chicco Hug 4w1. Ratuje życie. Naprawdę ratuje.
Serce bije szybciej.
Tysiąc myśli w głowie: co jeśli się przewrócę? co jeśli coś się stanie zanim wróci mąż?
A jednak zrobiłam to.
Mały sukces. Mały moment kontroli nad sobą.
Patrzę na nią co chwilę. Oddycha spokojnie.
Bawi się sama – dopiero co była malutka, a teraz?
Klasyczne mycie, bez ekstra pielęgnacji. Mamy to!
Standardowy dzień
Kawa. Śniadanie. Przewijanie. Karmienie. Zabawa. Drzemki.
Mąż wyszedł z domu – wysłał paczki, kupił mleko (i wrócił!) – ogarnął logistykę i swoje sprawy.
Ja walczyłam z paczką – mata aktywności dla niemowlaka.
Pałąki, które nie chcą się wyginać. Cholera jasna, wszystko za 5 euro?! Może.
Ale nie chodziło o pieniądze. Chodziło o oczyszczenie.
Pozbycie się. Zrobienie miejsca na nowe w życiu.
Miałyśmy dwugodzinną drzemkę. Tak, miałyśMY.
Po drzemce karmienie, przebieranie, histeria znikąd.
Przygotowanie mleka. Prysznic. Taniec deszczu, żeby jeszcze chwilę poleżała.
Ja w biegu zjadłam kabanosa.
W pokoju dwie butle mleka. Czerwone światło włączone.
Kołysanki grają w kółko.
Dostawka – od tygodnia córka tam śpi.
Przy nas, przy mnie, ale ja mogę w końcu położyć się na całym łóżku.
Zginać nogi. Mieć przestrzeń dla siebie.
Potem mruczenie. Miałczenie. Lulanie.
Aż w końcu, z otwartą buzią: „karm mnie, paziu” – zasnęła.
Nie mogę się doczekać, aż mąż wróci z pracy.
Poczuję go obok.
Jego oddech.
Jego przytulenie.
Milimetrowymi kroczkami wracamy do normalności.
Teraz leżę w łóżku. Sama.
Córka po lewej stronie. Czuję ulgę, że śpi sama.
Ale wyrzuty sumienia wciąż w głowie: czy powinnam być bliżej? Czy robię coś źle?
Przyzwyczaiłam się do bliskości. Do tej intymności.
Jej oczy patrzą na mnie z zapytaniem, ale też ze zrozumieniem.
Ale niczego nie robię źle.
Ja też jestem ważna.
W sumie zrobiło nam to dobrze. Ona sama zasypia.
Ja nie muszę się martwić, ile jeszcze będę lulować, żeby zasnęła.
Małe zwycięstwa
Vinted. Porządkowanie.
Sprzątanie.
Pozbywanie się rzeczy.
Symbol codziennych drobnych zwycięstw.
Uczy przetrwania. Odzyskiwania siebie. Przygotowania miejsca na nowe.
To jest moje lekarstwo. A może tak mi się tylko wydaje?
Komentarze
Prześlij komentarz